Dlaczego pielęgnacja azjatycka nie jest dla wszystkich?

Dziś artykuł o modzie, która od wielu lat nie przestaje gasnąć na rynku polskim, czyli o pielęgnacji azjatyckiej.

Czy słusznie podążamy za tą modą? Czy każdy powinien poddać się temu nurtowi pielęgnacyjnemu?

Po pierwsze zastanówmy się, czy pielęgnacja azjatycka tak naprawdę istnieje i powinna się tak właśnie nazywać. Marketingowo brzmi to bardzo ładnie, tak orientalnie, egzotycznie, inspirująco. Azjatycka pielęgnacja: czyżby Azjatki wiedziały coś więcej niż Polki? Odkryły jakiś sekret młodości, miały dostęp do lepszych kosmetyków? Czy mają lepsze warunki ku temu, by właściwie pielęgnować cerę, są lepiej wyedukowane, albo mają więcej pieniędzy?
No sama widzisz, że nie koniecznie.
Ciężko rozeznać się w tym, co w zasadzie znaczy tak ogólne i chwytliwe słowo ?azjatycka?. O kogo dokładnie tu chodzi? O Koreanki, Chinki, Japonki, Wietnamki? Jakie konkretnie Azjatki tak właściwie stosują tą azjatycką pielęgnację? Myślę, że gdyby zapytać o to same przedstawicielki Azji to same by nie wiedziały o co chodzi z tym szałem na usilne nazywanie tej formy pielęgnacji azjatycką.

Jakie założenia ma pielęgnacja azjatycka?

Dokładnie takie, jak polska ? Poważnie! Tzn patrząc na to od strony technicznej i produkcyjnej. W Polsce mamy jakiś uformowany rynek i producentów, który w danym miejscu i czasie kreują trendy i zapotrzebowanie na grupy produktów. Ludzie albo to kupują i idą z nurtem, albo nie kupują, np. zamiast kupować ogólnodostępne L?Oreal?e, które nawiasem mówiąc sprzedają się w dalszym ciągu najlepiej na świecie, to są ludzie, którzy szukają kosmetyków wege, albo naturalnych. Czyli jak widzicie zapotrzebowanie w Polsce występuje zarówno na tzw. masówki, jak i wyselekcjonowane kosmetyki o konkretnym przeznaczeniu.Dokładnie taka sama zasada rządzi rynkiem ?azjatyckim?. To producenci i popyt na kosmetyki wyznaczają konkretne trendy na produkty. I tutaj dochodzimy do sprawy kluczowej. Być może wszystko rozgrywa się w mentalności kobiet wschodu. Bo zupełnie inaczej dobierają one kosmetyki niż np. my Polki. I tutaj trzeba to bardziej przeanalizować.

Oto podstawowe zasady, jakimi rządzi się pielęgnacja azjatycka:

  1. Po pierwsze produkty azjatyckie są nakierunkowane na przynoszenie konsumentowi konkretnego celu, a nie np. dla grupy wiekowej. W Polsce przyjęło się kupować kosmetyki ?na wiek?, czyli 30+, 40+ itd., oraz na rodzaj cery, np. tłusta, mieszana, sucha, a nie na konkretną potrzebę, jaką wykazuje ta skóra. Kosmetyki azjatyckie są inaczej zaetykietowane, tzn. zobaczycie tam napis: ?krem rozjaśniający?, ?poprawiający elastyczność?, ?natłuszczający?, ?głęboko odżywczy?, itd. Na dobrą sprawę ma to duży sens. Nie typ cery będzie tutaj wyznacznikiem, ale potrzeba. I dzięki temu nie utkniemy w błędnym kole jakim jest kupowanie kosmetyków matujących dla cery tłustej, tylko dlatego, że mamy cerę tłustą. Tłusta też potrzebuje nawilżenia, o czym już nie raz Wam wspominałam np. TUTAJ.
  2. Po drugie pielęgnacja azjatycka kojarzy nam się z wieloma kosmetykami stosowanymi warstwowo jeden na drugi. I bardzo słusznie, bo to jest właśnie jedno z jej głównych założeń.
    Dobranie tych kosmetyków na pewno zabiera więcej czasu, tak samo jak ich nakładanie w odpowiedniej kolejności. My w Polsce nie jesteśmy tego ani nauczone, ani do tego nie próbujemy się nawet przyzwyczaić. Często na oślep kupujemy kosmetyki, bo tanio, bo szybko, bo ogólnodostępne, bo nie trzeba myśleć przy ich wyborze, bo lepiej kupić żel myjący z tonikiem i peelingiem w jednym opakowaniu. W pielęgnacji azjatyckiej to nie przejdzie. Istnieje ściśle określony plan działania, którego należy się trzymać, bo każdy kosmetyk zastosowany na skórę jest równie dla niej ważny. Np. nie nawodnimy skóry bez jej nawilżenia i natłuszczenia. W ogólnodostępnych polskich sklepach te 3 etapy często zamykają się w 1 kremie.
  3. Po trzecie i najważniejsze, kosmetyki azjatyckie mogą wywoływać podrażnienia. Zwykle ich składy są bardzo ?naturalne?, a na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że w związku z tym są przyjazne dla skóry. No nic bardziej mylnego! Wiele z tych kosmetyków ma wzmocnione stężenie, ich zapachy pozostawiają wiele do życzenia. Ich nakładanie i formuła może wielu osobom w Polsce nie przypaść do gustu. Podrażnienia mogą wywołać czasem nie same kosmetyki w sobie, ale kolejność ich nakładania po sobie, doprowadzając do tego, że wzmocnimy działanie drażniące, wywołując rumień. W najgorszym przypadku ich działanie się zniweluje, przez co można ulec frustracji, że pielęgnacja ta zupełnie nie działa.
  4. Po czwarte, najbardziej zaskakujące ? kosmetyki azjatyckie wcale nie mają wydziwnionych składów, substancji nigdzie nie dostępnych w Polsce. To te same kosmetyki, ale użyte inaczej, o innym stężeniu i w innej kombinacji.

Zatem, czy pielęgnacja azjatycka jest odpowiednia dla wszystkich?

No jasne, że nie. Jak to mówią, jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. I dokładnie to samo tyczy się producentów z Azji. Nie wszystko będzie pasowało skórom Azjatek, a tym bardziej nie wszystko pasuje Polkom. Miej to na uwadze wybierając kosmetyki, które nakładasz na twarz. W końcu spędzają one z Twoją cerą większość czasu. Świadoma pielęgnacja ponad wszystkim!

Weź udział w dyskusji

Your email address will not be published. Required fields are marked *